Maya nigdy nie traktowała aplikacji randkowych poważnie. Często żartowała w rozmowach z przyjaciółkami, że spotykanie obcych ludzi z internetu jest niezręczne, sztuczne i przede wszystkim pozbawione naturalności. Przypominało to jej nieskończony katalog przefiltrowanych twarzy i powierzchownych rozmów. Jednak w pewien cichy, nieco samotny piątkowy wieczór ciekawość wygrała z jej sceptycyzmem. Po kilku dniach lekkiej, zaskakująco zabawnej wymiany wiadomości, zgodziła się spotkać z Dánielem na żywo.
Dániel starannie wybrał miejsce: małą, kameralną restaurację spowitą ciepłym, złotym blaskiem migoczących świec i żarówek w stylu vintage. Wnętrze było przytulne i pełne klimatu, a muzyka grała na tyle cicho, że pozwalała na swobodną rozmowę. Idealna sceneria na pierwszą randkę.
Maya była potwornie zestresowana. Jak to miała w zwyczaju, gdy napięcie dawało o sobie znać, zaczęła szukać pocieszenia w menu i zamawiać kolejne pozycje. W ten sposób próbowała zagłuszyć ciszę i poradzić sobie z nerwami. Na stole pojawiły się dwie wykwintne przystawki, po których nastąpiło obfite, ciężkie danie główne dla niej, dekadencki czekoladowy deser oraz kilka kieliszków drogiego, musującego trunku, mającego pomóc w rozładowaniu stresu.
Dániel przez cały wieczór zachowywał się jak stuprocentowy dżentelmen. Uśmiechał się szarmancko, zadawał szczere pytania i słuchał z pełną uwagą, choć Maya zauważyła, że na ułamek sekundy jego wzrok zatrzymał się na piętrzących się talerzach na ich małym stoliku.
Poza tym wieczór mijał fantastycznie. Rozmowa kleiła się sama. Rozmawiali z pasją o swoich karierach, skrywanych pasjach, dalekich krajach, które chcieliby kiedyś odkryć, i niszowych filmach, które oboje uwielbiali. Maya zauważyła, że śmieje się znacznie częściej i bardziej szczerze, niż się spodziewała. Dániel okazał się cierpliwym słuchaczem, a jego riposty były błyskotliwe i inteligentne. Zanim podano deser, Maya poczuła przyjemne ciepło; była absolutnie pewna, że to jedna z najlepszych pierwszych randek, na jakich kiedykolwiek była.
Wtedy podszedł kelner z małym, czarnym etui. Rachunek.